– Sehun!
Chłopak wzdrygnął się nagle, odwracając się do idącej w jego kierunku Renfri, w tym momencie dobrze już poodirytowanej. Za brązowowłosą i rogatą dziewczyną podążał natomiast Jaejoong, który niósł jej laptop i kilka kolorowych łańcuchów, w tym jeden owinięty wokół jego szyi w taki sposób, że wyglądał jak świąteczna choinka.
– Co? – spytał cicho Oh, starając się jeszcze bardziej nie rozzłościć dziewczyny, bo był nieraz świadkiem humorków i wahania nastrojów Renfri. Niekiedy miała również napady złości, których nie potrafił uspokoić nawet Jaejoong, a gdy Karolajn nie było w pobliżu, wszyscy byli zgubieni.
Dzisiaj jednak Karolajn nie było, a nastrój Rogatej nie sprawiał wrażenia najlepszego. A dlaczego?
Dwunasty sierpnia.
Ta data była dla niej najważniejszą w całym kalendarzu. Ważniejszym dniem od zakończenia roku, ostatniego dnia okresu, jej własnymi urodzinami czy też 31 grudnia.
Bo akurat tego dnia na świat przyszła Karolajn. Jej ukochana i jedyna szczera przyjaciółka, z którą zabrała się raz a dobrze do Korei. Osoba, która zamiast marnie ją pocieszać dawała motywującego kopa w dupę i kazała ruszyć do przodu.
– Skarbie – Hero pomachał Renfri dłonią przed oczami, a ona nagle zdała sobie sprawę, że po raz kolejny tego dnia się zamyśliła. – Jesteś pewna, że nie powinniśmy tego rozwiesić?
Dziewczyna przyjrzała się bacznie kolorowym łańcuchom z papieru i innym ozdobom, które swoimi własnymi paznokciami zdrapywała ze ścian, bo Sehun i Tao rozwiesili je po domu nie tylko Karolajn, ale i tym należącym do Hero i Renfri.
– Nie – zaprzeczyła, energicznie kręcąc głową. – ona naprawdę nie lubi żadnych takich cyrków, Jaejoong.
– Ale to jej urodziny – zdziwił się chłopak.
– Karolajn po prostu nie przepada za tego typu imprezami – wytłumaczyła cierpliwie po raz trzeci tego dnia i dodała: – Uważa, że to przytłaczające i bezużyteczne.
– Nie rozumiem was – stwierdził Hero, a Sehun przytaknął, zgadzając się całkowicie ze swoim hyungiem.
– My nie jesteśmy do zrozumienia – skwitowała Renfri, uśmiechając się uroczo.
– Bądź silny, sunbaenim – Sehun poklepał Hero po ramieniu, z wyrazem twarzy pełnym współczucia. – Twój szlaban się niedługo skończy.
– Ona to robi specjalnie – mruknął sfrustrowany Jaejoong, wzdychając ciężko.
– Baekhyunnie! – ucieszyła się Rogata, podbiegając do Byuna, a Hero począł zgrzytać zębami, gdy ten pocałował ją w policzek na powitanie. Renfri spytała go o coś zniżonym głosem, a Baekhyun pokiwał głową. Dziewczyna klasnęła zadowolona i odprawiła chłopaka, przywołując do siebie Laya i Reowooka, a potem zadając im jakieś pytanie.
– Pamiętaj, że ona szaleje na twoim punkcie, hyungnim – dodał Oh, ale ta uwaga widocznie wcale nie pomogła Jaejoongowi, który zacisnął mocniej palce na laptopie Renfri. – Dobrze, że Karolajn mi tego nie robi.
– Ty jej nie podpadłeś – stwierdził Minseok, pojawiając się nagle obok. – Nie żeby coś, Sehun, ale ta mała istotka jest cholernie mściwa.
– Czemu on jej kładzie dłoń na ramieniu? – rzucił nagle Hero, zaciskając wargi. – Umrzesz, Max.
Faktycznie, Rogata witała się teraz z Changminem. Nigdzie nie widać było jednak innych gości. Nie zjawiło się jeszcze Nu'est, Cnblue, Infinite, Block B, Btob, Beast ani nawet reszta JYJ, a znając Junsu łatwo było się domyślić, że ten nie przegapi tak ewidentnej okazji do rozzłoszczenia Jaejoonga.
– Leeteuk! – wrzasnęła nagle Renfri, a Donghae o mało co nie spadł ze schodów, w porę łapiąc się poręczy. Lider Super Junior schował się za Shindongiem mając nadzieję, że pozostanie niezauważony przez Rogatą, z jakichś powodów wściekłą na niego.
– Kochanie, mogłabyś... – zaczął Hero, ale gdy brunetka spojrzała na niego z mordem w oczach, tylko przełknął ślinę. Ta dziewczyna przyprawiała czasem ich wszystkich o nieprzyjemne dreszcze, chociaż była drugą najniższą osobą w towarzystwie. – Nic.
– O co wam dzisiaj wszystkim chodzi? – westchnęła Renfri, świdrując ich spojrzeniem. – Jeden dzień w roku. Czy to tak dużo? Nie można was prosić o ogarnięcie się na dwadzieścia cztery godziny?
– Nie denerwuj się, Rogaczu – odparł Kyuhyun, przerzucając swoją dłoń przez jej ramię. – Za pół roku świętować będziemy my.
– Wcale nie pomagasz, Kyuhyun – prychnęła. Maknae Suju powoli wycofał swoją dłoń, zauważywszy wściekłe spojrzenie Jaejoonga. – SEHUN! NIE WIESZAJ TYCH ŁAŃCUCHÓW!
– Ale... – zaczął Oh, jednak coś kazało mu się zamknąć.
– HUANG ZITAO, ODŁÓŻ OZDOBY – kontynuowała drobna dziewczyna, a Tao zamarł w bezruchu.
– DONGHAE, NIE TYKAJ KLUCZYKÓW DO SAMOCHODU – wrzasnęła po raz kolejny Renfri. – TAEHYUNG, RÓB TEN TORT DO JASNEJ CIASNEJ!
– Ale nie mamy już mąki – V rozłożył bezradnie ręce, podczas gdy biegający po salonie Jimin, Rapmon, Suho i Kai obrzucali się ostatnim kilogramem mąki pszennej.
– Reeeenfri! – krzyknął przy wejściu Xiah, raźnym krokiem wbiegając do salonu, a za nim podążał Yoochun, niosąc górę ciast.
– Xia – Rogata uniosła brwi, patrząc na przekąski. – To twoja robota?
– Pół na pół z Yunho – oznajmił dumny z siebie Junsu. Jaejoong zgrzytnął głośno zębami i warknął coś niezbyt miłego pod nosem, a gdy Xia położył dłoń na ramieniu Renfri, zaczął wyobrażać sobie jego śmierć.
– Hej, frajerzy! – rzuciła Koszmarek, uchylając drzwi wejściowe. – O, moje JaeRen sie rozpada – zauważyła nagle.
– Koszmarek! – krzyknęła zdesperowana Rena, ignorując jej uwagę. – Ugh, dobrze, że jesteś!
– Ale nie rozwalaj mojego paringu – pożaliła się druga.
– Sam sobie nagrabił – prychnęła Rogata.
Reszta kampanii spoglądała to na jedną, to na drugą, nie rozumiejąc o co chodzi.
– Mniejsza o to, Ren – przerwała Night. – przyniosłam to.
– Daj mi moment – mruknęła brunetka, odwracając się do pedałów – HEJ, FRAJERZY! ODWIESZAĆ MI TE ŁAŃCUCHY, TO NIE GWIAZDKA! ŻADNYCH DEKORACJI, ANI NICZEGO WIĘCEJ! PO PROSTU PADNIJCIE TYŁKIEM TAM, GDZIE STOICIE I STULCIE PYSK!
Zapadła cisza. Dziesiątki tyłków klapnęły na podłogę. Tylko Lay sturlał się ze schodów.
– Nareszcie – szepnęła do siebie Rena – od rana tylko darcie mordy, żyć się nie dało.
– Idziemy to przejrzeć? – spytała Koszmarek, machając kartkami w powietrzu. – Musimy sprawdzić, czy wszystko jest na miejscu.
– Idę już, idę – zapewniła Rogata, ostatni raz upewniając się, czy wszystko jest na miejscu – popilnuj ich trochę, Hero – poprosiła, wychodząc ostatecznie z salonu i zamykając za sobą drzwi swojego pokoju.
Jaejoong rozejrzał się po całej bandzie i zastanowił się chwilę, co z nimi zrobić.
– Dobra, pedały – zaczął, a wszyscy zwrócili się ku niemu. – Zdejmować ozdoby, słyszeliście?
***
– Kocham cię! Kocham, kocham, kocham – piszczałam podekscytowana, kręcąc się wokół własnej osi. Moje oczy nie mogły nasycić się centrum handlowym, w którym oboje się znajdywaliśmy. Wszystkie te wystawy, odblaskowe reklamy i słodkie rzeczy, miałam ochotę kupić je wszystkie. No dobra, Bastien musiałby za to zapłacić, ale to ja bym je kupiła.
Spojrzałam na niego i nagle zachciało mi się śmiać. To miejsce tak bardzo z nim kontrastowało, że wyglądał jak czarna owca na zielonym pastwisku – zupełnie nie na miejscu. Wszędzie było kolorowo, a pośród tego on, w granatowej bluzie i czarnych spodniach, ze znudzonym wyrazem na twarzy. Uwielbiałam go za to, że często zabierał mnie na zakupy, ale wyjazd do Seulu był czymś, czego kompletnie się po nim nie spodziewałam. I miałam zamiar dziękować mu za to całą noc. A może i dzień…
Obróciłam się w mgnieniu oka, kiedy jakiś chłopak przebiegł obok mnie, a za nim dziewczyna, wykrzykując coś w jego kierunku. Normalnie bym to zignorowała, ale moje zdolne oko wychwyciło jego błyszczące się usta, co sprowadziło mnie do pytania, jakiego błyszczyku używał? Poważnie, nic w tym kraju mnie już nie dziwiło. Nawet faceci w pełnym makijażu.
– Bastien! – syknęłam, łapiąc go pod ramię. Zatrzymał się, rzucając mi zmęczone spojrzenie i podniósł do góry brwi.
– Co?
– Ten koleś ma lepszy błyszczyk od mojego! – burknęłam, wskazując na blondwłosego chłopaka, którzy przed chwilą obok nas przemknął.
– Ta? No i?
– Muszę go znaleźć – mruknęłam, odwracając się w stronę, w którą pobiegł. Bastien burczał pod nosem, jaką to wariatką jestem, ale ja miałam w głowię jedną myśl – błyszczyk.
Lawirowałam między ludźmi, uważając by nie potrącić ani jednego z nich, trzymając chłopaka z błyszczykiem w zasięgu wzroku, co nie było takie trudne, bo kolor jego włosów wyróżniał się na tle niebieskich i różnokolorowych fryzur. Zastanawiałam się, jak można uzyskać taki efekt na ustach, cały czas ciągnąc Bastiena za rękę. Mamrotałam przeprosiny po angielsku, kiedy niechcący kogoś szturchnęłam, przyjmując na siebie nierozumiejące spojrzenia. Odwróciłam się do tyłu, patrząc na Bastiena, kiedy wpadłam na kogoś i odbiłam się, lecąc do tyłu wprost w jego ramiona. Wściekła podniosłam głowę do góry, napotykając spojrzenie wysokiego chłopaka z szalikiem wokół szyi. Mamrotał coś zdenerwowany, kłaniając się w moją stronę, podczas gdy dziewczyna, która z nim była odwróciła się zbyt szybko i potrąciła kolejną dziewczynę o czarnych włosach i ciemnym spojrzeniu. Patrzyłam na nich, nie wiedząc, co właściwie zrobić, kiedy zauważyłam blondwłosego chłopaka, którego śledziłam, znaczy się, próbowałam znaleźć. Postawiłam kilka kroków w jego kierunku, kiedy zorientowałam się, że Bastien zniknął, a dziewczyna o brązowych włosach również się ulotniła.
– Rina? – odezwał się, spoglądając ponad moją głową. Dobra, okej, rozumiem, że nie należę do najwyższych osób, ale to już szczyt ignorancji. Mamrotał coś, krzywiąc się i rozglądając, ale udało mi się wyłapać tylko jedno słowo – Rina i zastanawiałam się, co może oznaczać. Nie znałam koreańskiego w najmniejszym stopniu, co rzeczywiście mogło być nieco problematyczne. Wyciągnęłam rękę do góry i pstryknęłam palcami kilka razy, aż spojrzał w dół, na mnie. – Rina?
Pokręciłam głową.
– Błyszczyk – powiedziałam, wskazując palcem na jego okrągłe usta, które wyglądały jak z katalogu. Chłopak zmarszczył brwi i zacisnął je w wąską linię.
– Oh Sehun – pokiwał głową.
– Oh – mruknęłam. Czyli nie zna angielskiego. Ja nie znam koreańskiego. Bastien zniknął, tak samo jak pozostała trójka, która zderzyła się z nami. Na pewno się dogadamy.
***
– Ile jeszcze?
Zerknęłam na Jaehyo, który wyglądał na dobrze już znudzonego. Ale co mu się dziwić? Od samego rana ciągałam go po niemal całym mieście, zaczynając na księgarniach, drogeriach i sklepach z obuwiami, by skończyć w centrum handlowym, którego co prawda sama szczerze nienawidziłam.
– Muszę coś znaleźć – powtórzyłam po raz setny dwudziesty szósty. Oho, przebywanie z matematykiem bywa zaraźliwe. – Raz do roku możesz przecież mi pomóc.
– Ale... – Ahn już miał wygłosić swoją litanię na temat tego, jaka to ja jestem okropna, czemu biorę się za wszystko w ostatnim momencie, ale zamknął usta, chyba zrozumiawszy, że jego monolog i tak mało mnie interesuje, a swoje siły powinien oszczędzać na kolejne piętro galerii. Jednak zdarzają mu się te przebłyski inteligencji, niebywałe. Westchnął tylko ciężko i sam zaczął przeszukiwać graty, podczas gdy ja krytycznie przyglądałam się kubkom.
Nic nie poradzę na to, że mam cholernie słabą pamięć i dopiero dzisiaj około pierwszej nad ranem (z minutami) przypomniało mi się, że jutro urodziny obchodzi moja przeukochana wiedźma.
– Nari chyba nie zabije cię za to, że nie masz prezentu – kontynuował swoje narzekanie Jaehyo, a ja przewróciłam oczami, rozpaczając po raz kolejny dzisiaj nad jego głupotą.
– Masz rację, nie zabije mnie – odparłam z uśmiechem. – Ona mnie zamorduje. Podrze, zaszyje, wrzuci do wulkanu, zatopi w lawie, potem w morzu martwym żeby zeżarła mnie sól, nakarmi mną ptaki na wyspie kanaryjskiej i spali żywcem.
– Masz zbyt bujną wyobraźnię – wymamrotał pod nosem. Skwitowałam to donośnym prychnięciem i przyłożyłam dłoń do czoła. – To chyba na mnie działa, właśnie wyobraziłem sobie coś, czego nie powinienem.
Zerknęłam na Jaehyo, który wyglądał na dobrze już znudzonego. Ale co mu się dziwić? Od samego rana ciągałam go po niemal całym mieście, zaczynając na księgarniach, drogeriach i sklepach z obuwiami, by skończyć w centrum handlowym, którego co prawda sama szczerze nienawidziłam.
– Muszę coś znaleźć – powtórzyłam po raz setny dwudziesty szósty. Oho, przebywanie z matematykiem bywa zaraźliwe. – Raz do roku możesz przecież mi pomóc.
– Ale... – Ahn już miał wygłosić swoją litanię na temat tego, jaka to ja jestem okropna, czemu biorę się za wszystko w ostatnim momencie, ale zamknął usta, chyba zrozumiawszy, że jego monolog i tak mało mnie interesuje, a swoje siły powinien oszczędzać na kolejne piętro galerii. Jednak zdarzają mu się te przebłyski inteligencji, niebywałe. Westchnął tylko ciężko i sam zaczął przeszukiwać graty, podczas gdy ja krytycznie przyglądałam się kubkom.
Nic nie poradzę na to, że mam cholernie słabą pamięć i dopiero dzisiaj około pierwszej nad ranem (z minutami) przypomniało mi się, że jutro urodziny obchodzi moja przeukochana wiedźma.
– Nari chyba nie zabije cię za to, że nie masz prezentu – kontynuował swoje narzekanie Jaehyo, a ja przewróciłam oczami, rozpaczając po raz kolejny dzisiaj nad jego głupotą.
– Masz rację, nie zabije mnie – odparłam z uśmiechem. – Ona mnie zamorduje. Podrze, zaszyje, wrzuci do wulkanu, zatopi w lawie, potem w morzu martwym żeby zeżarła mnie sól, nakarmi mną ptaki na wyspie kanaryjskiej i spali żywcem.
– Masz zbyt bujną wyobraźnię – wymamrotał pod nosem. Skwitowałam to donośnym prychnięciem i przyłożyłam dłoń do czoła. – To chyba na mnie działa, właśnie wyobraziłem sobie coś, czego nie powinienem.
– Daj spokój, nie chcę wiedzieć – machnęłam lekceważąco dłonią, rozglądając się wokoło. – Idziemy stąd, nie ma tu nic ciekawego – oznajmiłam po chwili i pociągnęłam go do wyjścia. Po drodze rozwaliłam co prawda jakieś szklane naczynie, ale zignorowałam to, całkowicie świadoma tego, że prawdopodobnie nie będzie mnie stać na odkupienie tego. Jak to wywnioskowałam? Cóż, to był najdroższy sklep w okolicy. Nawet nie wiem, po co ja tam wchodziłam. – Jakiś pomysł?
– Jedźmy do domu – jęknął błagalnie. – Proszę, przestanę się z ciebie śmiać, będę ci przynosił śniadanie do łóżka, cokolwiek chcesz – dodał szybko, widząc jak idę w kierunku kolejnej wystawy – wszystko, tylko nie to...
Olewając jego narzekanie, przepychałam się dalej przez tłumy ludzi, co ostatecznie skończyło się zderzką z jakimś facetem. Zostałam odciągnięta od zamieszania nim zdążyłam kogokolwiek przeprosić. Kretyn podążał w stronę wyjścia, a ja nie miałam jeszcze prezentu! Nadęłam policzki i nabrałam powietrza, przygotowując się na opierdzielenie go.
– Yah, frajerze, jeszcze ostatni sklep – mruknęłam niezadowolona, odwróciwszy się do niego i jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że nie jest to Jaehyo.
– Yh, że co? – spytał mężczyzna po angielsku i zerknął na mnie. – Ty nie jesteś Everly – burknął, cofając się o krok.
– Jaka Everly, do kurwy nędzy? – warknęłam od razu, wyrywając dłoń z uścisku. – I od kiedy tak się do kobiet zwracasz, kretynie?
Musiałam zapewne wyglądać śmiesznie, ale mój "porywacz" sprawiał bardziej wrażenie zagubionego niż rozbawionego.
– Marshall mnie zabije – wymamrotał, blednąc nagle.
– Kto to Marshall? – mruknęłam sama do siebie, tym razem po japońsku. – pewnie jakiś ćpun, może jest dilerem tego tutaj. Ciekawe... no i Marshall. Co to za imię? Brzmi jak pianka na ognisku.
– Serio? Nie mogłabyś mruczeć pod nosem po angielsku? – rzucił chłopak, wyciągając z kieszeni telefon komórkowy, a ja poklepałam się po kieszeniach, po raz kolejny uzmysławiając sobie, że zapomniałam tego cholernego telefonu akurat wtedy, kiedy był najbardziej potrzebny. – Kurwa, zasięgu nie ma – warknął. – Spoko, Hanes, oddychaj. Barbie się zgubiła. A teraz wsiadasz do samolotu, wracasz i oznajmiasz Marshallowi...
– O czym ty pieprzysz? –nie wytrzymałam i zerknęłam na niego spode łba. – I czemu mnie porwałeś?
– Pomyłka – zapewnił, po czym dodał jeszcze: – za taką pyskatą mi nie zapłacą, wybacz.
– Kto ci nie zapłaci? – zdziwiłam się szczerze. Na myśl mi nawet nie przyszło, że komuś mogę być potrzebna. – Zresztą, mniejsza z tym. Muszę znaleźć tego frajera i obić mu mordę.
– Czekaj! – krzyknął za mną – no bo... pierwszy raz tu jestem – zaczął, a ja zauważyłam, że przezwyciężył całą swoją dumę. Położyłam dłoń na udzie i przechyliłam głowę na prawo, uśmiechając się tryumfalnie i wyczekująco. Ha, gość nie znał centrum. – A, wal się – stwierdził jednak, nie chcąc przyznać się do błędu.
– Radź sobie sam – machnęłam lekceważąco dłonią i skierowałam się do pierwszej lepszej alei, zostawiając pana idiotę naprzeciw sklepu z zegarkami.
***
Warczałam pod nosem ciche przekleństwa, kiedy Sehun po raz kolejny zaciągnął mnie do centrum handlowego. Owszem, to słodkie, że chcę wydawać na mnie swoje pieniądze, ale nienawidzę go za to. Nie mógłby choć raz dla odmiany kupić czegoś sobie, zamiast latać ze mną i pokazywać mi nowe rodzaje bielizny? W dodatku ten jego uśmiech, kiedy patrzył na mnie, zastanawiając się nad rozmiarem. Naprawdę, powinnam zakleić mu usta taśmą, żeby wciąż ich nie oblizywał, kiedy śledził mnie wzrokiem.
– Sehun – warknęłam, ciągnąc go za rękę, żeby się zatrzymał. Odliczałam od dziesięciu w dół, starając się nie wybuchnąć. – Nogi mnie bolą – wysyczałam najwolniej jak umiałam. On jedynie spojrzał na mnie, podnosząc brew.
– Mogę cię ponieść – zaproponował, wyciągając ręce w moją stronę. Umknęłam mu, przesuwając się z bok. Pokręciłam głową.
– Nie, masz zaprowadzić mnie do samochodu i odwieźć do domu – upierałam się.
– Rina – spojrzał na mnie, zasysając wargę. – Dobrze ci zrobi spacer – wyszczerzył się, a ja odebrałam to jako obrazę tylko po to, by zamachnąć się i go uderzyć. – AH, najpierw musisz mnie dognić! – krzyknął i nim zdążyłam się ruszyć, zaczął biec przed siebie. Zacisnęłam pieści, wywracając oczy do nieba, aż ruszyłam za nim, krzycząc, że go zabiję. Nieważne, ile ludzi odwróciło się za nami, w moim umyśle była tylko opcja morderstwa. Z zimną krwią. Najlepiej w jego ukochanym samochodzie. To byłoby spełnienie marzeń. Patrzyłam tylko na niego, kiedy jakaś dziewczyna wpadła na mnie, obracając się w drugą stronę. Wpadłam w witrynę sklepową, uderzając w nią ramieniem. Odwróciłam się, zaciskając zęby i z ulgą zauważyłam, że Sehun zniknął. Cóż, jeden problem z głowy. Pozostał tylko drugi w postaci chłopaka z brązowymi włosami, patrzącego na mnie z uniesionymi brwiami.
– Zniknęli – mruknął, zwracając się chyba do mnie. Rozejrzałam się na boki, ale rzeczywiście byłam sama. Wzruszyłam ramionami, odsuwając się od niego. Nie lubiłam zawierać kontaktów z kimkolwiek, a szczególnie nie w centrum handlowym, którego nienawidziłam tak samo, jak Sehuna. Który bezczelnie mnie tu zostawił. Doigrał się, teraz zabiję go dwa razy. Za pierwszym poćwiartuję go, jak sushi, a za drugim razem spalę mu włosy i będę patrzeć, jak ogień pochłania całe jego ciało. Oczywiście założę maskę, żeby nie czuć zapachu mięsa. Nie przepadam za nim ostatnio. Westchnęłam, zwieszając ramiona. Co z tego, że planowałam pozbawić go życia, skoro najpierw muszę go znaleźć, bo nie będę wracała przez pół miasta autobusem. Szłam tam przed siebie, czując na sobie czyjeś spojrzenie. Zmarszczyłam brwi, stając nagle w miejscu i poczułam, że ktoś na mnie wpada. Drugi raz, mhm, chyba rzeczywiście przyda mi się ten spacer, widocznie wyglądam jak poduszka, skoro każdy na mnie ląduje.
– Czego chcesz? – warknęłam, odwracając się w stronę tego samego chłopaka.
– No… Szukam dziewczyny – wytłumaczył się, rozglądając się nerwowo. Uniosłam brwi.
– Ta? Tutaj jej nie znajdziesz – mruknęłam.
– Nawet bym nie próbował – odparł tym samym tonem, co ja. – Mniejsza o to. Zniknęła w tym zamieszaniu, co twój chłopak. Pomyślałem, że jak pójdę z tobą to może ją znajdę.
– Dlaczego? Myślisz, że poszła z nim? I, swoją drogą, to nie jest mój chłopak – zmroziłam go wzrokiem. Nie miałam zamiaru przyznawać się do Sehuna, nie dzisiaj.
– Może – jęknął. – Hyo mnie zabiję. Powie, że specjalnie się zgubiłem, żeby nie łazić po sklepach… – spojrzałam na niego. Nie lubi centrum? Boże, w końcu ktoś!
– Możesz ze mną iść – mruknęłam, nie chcąc zdradzić, jak się cieszę, że ktoś spośród tych ludzi podziela moje zdanie. To mógłby być mój szczęśliwy dzień. W najlepszym wypadku, Sehun zgubił się i nie znajdzie drogi z powrotem, ja wrócę jego samochodem, chociaż nie wiem, skąd wezmę kluczyki i zamieszkam sama w jego pięknym domu. A ten oto facet, który idzie ze mną, znajdzie w końcu dziewczynę i już nigdy nie spotkamy się, a na pewno nie w centrum handlowym. Właściwie to nigdzie. Wymażę to ze swoich wspomnień. Tylko jak wytłumaczę całemu EXO, że zgubiłam ich wokalistę?
***
Everly zniknęła mi z oczu, kiedy banda jakiś dzieciaków na nas wpadła. Mamrotali coś po koreańsku podczas gdy ja szukałem w tłumie jej długich, brązowych włosów opadających po jej szczupłym ciele. Zauważyłem ją całkiem z boku i od razu podszedłem, łapiąc jej dłoń. Dziwne, nagle jej skóra była gorąca, a zazwyczaj to ja ogrzewam jej skostniałe rączki. Wzruszyłem ramionami, idąc za nią w kierunku wyjścia. Nagle stanęła, mówiąc pod nosem w innym języku.
– Yh, że co? – zerknąłem w dół, gdzie zamiast Everly stała jakaś inna dziewczyna. Pochyliłem się do przodu, żeby lepiej jej się przyjrzeć. – Ty nie jesteś Everly – burknąłem, cofając się o krok.
– Jaka Everly, do kurwy nędzy? – warknęła po angielsku, wykręcając rękę z mojego uścisku. – I od kiedy tak się do kobiet zwracasz, kretynie?
Patrzyłem na nią, zastanawiając się, jak, kurwa mać, jak, mogłem zgubić swoją dziewczynę? Jak w ogóle mogłem pomylić ją z kimś innym? Gdzie ja kurwa zostawiłem oczy? Zbladłem, nie wiedząc, czy się śmiać, czy uciekać.
– Marshall mnie zabije – wymamrotałem. Dziewczyna, którą zabrałem zamiast Everly, skrzywiła się, mrucząc coś pod nosem w swoim języku. Wywróciłem oczami.
– Serio? Nie mogłabyś mruczeć pod nosem po angielsku? – rzuciłem, wyciągając z kieszeni telefon. Zauważyłem, że zrobiła to samo, z tą różnicą, że klepała się po pustych kieszeniach. – Kurwa, zasięgu nie ma – warknąłem. – Spoko, Hanes, oddychaj. Barbie się zgubiła. A teraz wsiadasz do samolotu, wracasz i oznajmiasz Marshallowi...
– O czym ty pieprzysz? – zwróciła na siebie moją uwagę, patrząc na mnie z wyrzutem – I czemu mnie porwałeś?
– Pomyłka – odpowiedziałem, pogrążony w swoich myślach – za taką pyskatą mi nie zapłacą, wybacz.
– Kto ci nie zapłaci? – zdziwiła się. – Zresztą, mniejsza z tym. Muszę znaleźć tego frajera i obić mu mordę.
– Czekaj! – krzyknąłem, kiedy zbierała się do odejścia. Jestem facetem. W centrum handlowym. W Seulu. Nie ma opcji, żebym znalazł tu cokolwiek.– No bo... Pierwszy raz tu jestem – zacząłem, próbując schować swoją dumę. Nie miałem ani ochoty ani zamiaru pytać tego dzieciaka o pomoc, więc kiedy zauważyłem jej uśmiech, machnąłem ręką. – A, wal się – wywróciłem oczami i z westchnieniem odwróciłem się, ruszając przed siebie. Znaleźć Everly, to po pierwsze. Wywieźć ją stąd, to po drugie. Przekupić ją, żeby nic nie powiedziała Marshall’owi, to po trzecie. Zabierzemy to wydarzenie do grobu, cóż, ja na pewno to zrobię. Mam nadzieję, że błyszczyk był tego wart.
Przeszedłem przez pół piętra, patrząc ponad głowami innych. Ludzie byli naprawdę zabawni w swoich kolorowych ubraniach i włosach, aż zatęskniłem za domem, gdzie chociaż miały one te same kolory – blond, czarne, brązowe i rude. Standard, jakiego tu brakowało. Odwróciłem się, wzdychając ciężko, kiedy zobaczyłem ją przy stoisku z wielkimi kubkami.
– Everly! – krzyknąłem, ale nie usłyszała mnie. Przebiłem się więc przez tłum, rozpychając się ramionami. Odetchnąłem, kiedy znalazłem się za nią na wyciągnięcie ręki, a kiedy dotknąłem jej ramienia, zamarłem. – Kurwa! – warknąłem, odrywając od niej rękę. – Znowu ty!
Dziewczyna podniosła brew i wywróciła oczami.
– Dotknij mnie jeszcze raz – syknęła. – A wybiję ci te amerykańskie ząbki.
Tym razem to ja podniosłem brew.
– Najpierw musisz znaleźć drabinę… Albo schody… Albo krzesło… – wymieniałem, patrząc na nią z góry.
– Odpierdol się, koleś – mruknęła, nie ruszając się z miejsca.
– Ty pierwsza!
– Ty mnie znalazłeś! – warknęła, podnosząc do góry głowę. – Swoją drogą, ciekawe co na to twoja dziewczyna. Na pewno będzie zadowolona, że ją pomyliłeś… Dwa razy!
– Szukała błyszczyku – mruknąłem, krzywiąc się. Odwróciłem się do niej plecami, idąc w drugą stronę. Może ja też powinienem go szukać?
***
Rozejrzałem się spanikowany, szukając drobnej sylwetki Riny. Nagle zniknęła z mojego pola widzenia, a ja zupełnie nie wiedziałem, gdzie się podziała. Yah, trzeba było uważać! Przecież sam nieraz zgubiłem się na tej galerii, więc dlaczego tak bezmyślnie dałem jej uciec?
– Jasna cholera! – warknąłem po koreańsku, a dziewczyna, która również była "ofiarą" tej stłuczki, przewróciła tylko oczami. Zwróciła się do mnie tylko raz i do tego po angielsku, więc na pewno nie była stąd. Niby co się dziwić, w końcu wiele turystów tu przyjeżdża, ale chyba pierwszy raz wpadam na jednego z nich.
Westchnąłem ciężko, starając sobie przypomnieć podstawowe zdania po angielsku, bo nie miałem z tym językiem do czynienia zbyt często – w zasadzie tylko wtedy, kiedy musiałem rapować któryś fragment piosenki lub śpiewać z chłopakami refren, ale poza tym... nigdy.
– Sorry – mruknąłem do dziewczyny, marszcząc brwi, by po chwili kontynuować – widziałaś może... Rina? Niska, czarne włosy i małe... – jak się mówiło dłonie? Moment... tak, boobs! Czankie wspominał coś o tym. – małe boobs – dokończyłem, zadowolony z siebie, a moja towarzyszka wytrzeszczyła oczy.
***
– Gdzie idziemy? – spytałem, rozglądając się na boki i szukając w tłumie Hyo. Czarnowłosa dziewczyna wzruszyła ramionami, prowadząc mnie w kolejną, losową alejkę, a ja westchnąłem cicho pod nosem, podążając za mną. – Hyo mnie zabije – wymamrotałem niewyraźnie. – najpierw raz za to, że ją zgubiłem, dwa, że pewnie z jej brakiem kobiecej intuicji szwenda się pewnie teraz w jakimś niemożliwym miejscu i trzy...
– Powinieneś raczej myśleć o tym, w jaki sposób cię zabije – zwróciła mi uwagę dziewczyna. – Nie wiem, może do niej zadzwonisz?
– Sierota nie ma pewnie przy sobie telefonu – odparłem zrezygnowany.
– Witam w klubie – zironizowała, zerkając w stronę wielkiej tarczy nad naszymi głowami, na której widniała godzina. – Wiesz co? Jesteś wyżej. Spróbuj wypatrzeć blondwłosego chłopaka o otwartych ustach i nieco idiotycznym wyrazie twarzy. Z nim powinna być twoja dziewczyna.
– Nieco idiotyczny wyraz twarzy, hm? – przez to zacząłem się zastanawiać, jak opisałaby mnie Hyo. Na pewno znacznie bardziej obraźliwie.
– Tak, właśnie – potwierdziła, wzdychając ciężko. – A mówiłam mu, żeby sobie oszczędził zakupy. A ten co? Czemu on mnie nie słucha i traktuje jak gówniarę i zawsze trzyma przy swoim?
–Facet – wzruszyłem ramionami. – ja też taki jestem. Aż Hyo nie wybije mi tego z głowy krzykiem i bluźnieniem.
– Jakże subtelne – zauważyła.
– Ta dziewczyna i delikatność to dwa – podsumowałem, rozmasowując bolący kark. – Albo i trzy.
***
– Cycki – jedyne słowo po angielsku, które padło z jego ust i dotarło do moich uszu. Wytrzeszczyłam na niego oczy, krztusząc się powietrzem. Spiorunowałam go wzrokiem, mimowolnie ściągając głowę w dół. Blondyn wymachiwał rękoma, próbując coś powiedzieć, ale i tak nic nie rozumiałam.
– No są małe… – stwierdziłam po chwili wgapiania się w swój biust. To jednak nie tłumaczy tego, że jest chamem. Spojrzałam na niego, przypominając sobie, że to przez jego błyszczące usta zgubiłam Bastien’a. – Błyszczyk – powtórzyłam, wskazując jego usta. Dotknął ich, uśmiechnął się i powiedział coś w niezrozumiałym dla mnie języku. Zaraz jednak wyprostował się, odciągnął dłoń od twarz i spuścił głowę, żeby spojrzeć na mnie.
– Rina – powtórzył uparcie. Kto to kurwa jest Rina?! Serio. Nie przywykłam do tego, żeby jakichś chłopak będący ze mną gadał o innej dziewczynie. Bo to chyba jest dziewczyna, hm? Zlustrowałam go wzrokiem. Fakt, że miał na sobie obcisłe spodnie, wcale mu nie pomagał. Ale nie wyglądał też na takiego, co posuwa facetów. Wzruszyłam ramionami.
– Błyszczyk – powtórzyłam kolejny raz i pociągnęłam go za rękę. Skoro mnie nie rozumie, to chociaż zaprowadzę go do drogerii, może ogarnie o co mi chodzi. Problem w tym… Że nie mam pojęcia, gdzie ta drogeria się znajduje. Szłam wiec przed siebie, ciągnąc go za ramię. Mruczał coś pod nosem, z sześć razy powtórzył Rina, a potem ociągał się, obracając głową dookoła. Zdążyliśmy przejść cały parter, stanąć na ruchomych schodach i wjechać na samą górę, kiedy blondyn stanął w miejscu, a że nadal trzymałam jego ramię, pociągnął mnie do tyłu. Ścisnęłam usta ze sobą, dziękując za to, że Hanes odciągnął mnie od ubierania obcasów, bo leżałabym na ziemi jak długa. Odwróciłam się, wbijając w niego wzrok i wskazałam palcem na niego.
– Słuchaj! To wszystko twoja wina! Gdybyś nie miał takich błyszczących ust, wcale by mnie tu nie było! – zmarszczyłam brwi, a on wcale na mnie nie patrzył.
– Rina – powtórzył jak w transie, patrząc nad moim ramieniem. Ruszył przed siebie, ale zatrzymałam go, kładąc rękę na jego klatce.
– Nie Rina – pokręciłam głową. – Błyszczyk. Bły-szczyk, okej? Bły-szczyk – tłumaczyłam mu dobitnym tonem, ale rozchylił tylko usta, podnosząc brew. Nie rozumiał… I wyglądał idiotycznie z tym wyrazem twarzy. Zrezygnowana pokręciłam głowa.
– Rina – mruknął, wymijając mnie. Odwróciłam się za nim, patrząc jak przepycha się przez tłum w czyimś kierunku. Zagryzłam wargi. Trudno, Bastien sobie poradzi, jak chcę wiedzieć, jaki to błyszczyk. Ruszyłam więc za nim, nie zawracając sobie głowy przepraszaniem, kiedy na kogoś wpadłam. I tak by nie zrozumieli… Stanęłam kilka kroków za blondynem, który podnosił do góry czarnowłosą dziewczynę. Zawsze zazdrościłam im tych drobnych figur… Westchnęłam, sprowadzając na siebie ich wzrok.
– Rina – powiedział chłopak, na co roześmiałam się. Cała ta sytuacja była dziwna, niezręczna, ale również śmieszna. Pokiwałam głowa.
– Rina – powtórzyłam za nim, patrząc na czarnulkę. Podniosła do góry brew, mierząc mnie wzrokiem. Zwróciła się do chłopaka, mówiąc coś do niego, a potem spojrzała na mnie ze zmarszczonym czołem.
– Potrzebujesz czegoś? – zapytała widząc, że nie ruszam się z miejsca. Oniemiała aż otworzyłam usta. Miałam ochotę pocałować ją za to, że zna angielski! Zamiast tego uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
– Niczego, poza jego błyszczykiem – kiwnęłam nosem w kierunku chłopaka, który przyglądał nam się zmieszany. Dziewczyna podniosła brew, po czym wybuchnęła śmiechem.
– To nie jest błyszczyk – mówiła pomiędzy napadami śmiechu. Spojrzałam na nią zdziwiona – On po prostu co chwilę oblizuje usta! – wyjaśniła, a mój wzrok automatycznie skierował się na jego usta.
– Żartujesz – mruknęłam, a uśmiech zniknął mi z twarzy. – Zgubiłam chłopaka przez błyszczyk, który nie istnieje – dodałam sama do siebie.
– Jak to, zgubiłaś? – zapytała i powróciłam do niej wzrokiem. Przyjrzałam jej się, rozpoznając ją z przepychanki przed sklepem. Stał za nią również ten sam chłopak w szaliku, co wtedy. Wzruszyłam ramionami.
– Jak zderzyliśmy się przed sklepem to poszłam za nim – wskazałam głową na blondyna. – Myślałam, że Bastien idzie za mną, ale zniknął – wyjaśniłam, na co uśmiechnęła się.
– Też bym chciała go zgubić – kiwnęła głową w kierunku blondyna. – Najlepiej raz, a na zawsze – dodała, na co roześmiałam się. – Chodź, pokażę ci, gdzie można kupić ciekawe kosmetyki – kiwnęła głową, po czym odwróciła się do chłopaków, mówiąc coś w ich języku. Zaczekali, aż do nich dołączę, po czym ruszyli w kierunku, gdzie, jak podejrzewam, był sklep, o którym mówiła. Cóż, Bastien zaczeka. Everly idzie na zakupy!
***
Trzy godziny.
Dokładnie trzy godziny temu zgubiłam tego frajera i powoli stawałam się coraz bardziej znużona. Pan Znajdź-sobie-krzesło-albo-drabinę wciąż chodził za mną, a pomimo tego, że za wszelka cenę starałam się go zmylić, gnida wciąż mnie jakoś dostrzegała. To jest, kurwa, sarkazm życia. Zgubiłam Jaehyo, którego zgubić nie chciałam (chociaż jego narzekanie powoli działało mi na nerwy, ale kto potem odwiezie mnie do domu?), a ten pieprzony Amerykanin się do mnie przykleił, akurat gdy to jego chciałam spławić.
– Czemu się za mną szlajasz? – warknęłam, odwracając się do niego, ale ten tylko mnie wyminął. – Jasne, teraz będzie, że to ja się szlajam za tobą – wymamrotałam i rozejrzałam się szybko. Bingo, wygrałam. – Dobra, to ty idź dalej, a ja kupię sobie coś do jedzenia. – oznajmiłam na tyle głośno, żeby mieć pewność, że mnie usłyszał. Hanes zatrzymał się w pół kroku, a do mnie dobiegło donośne burczenie w brzuchu. Uśmiechnęłam się, usatysfakcjonowana i podeszłam do najbliższej budki z jedzeniem, gdzie serwowali ramen.
– Kurwa, niech cie piekło pochłonie – zaklął. Denerwował się jeszcze przez parę sekund, po czym głód wygrał z irytacją – Ej, ty, ruda!
– Słucham? – spytałam przymilnie, a miałam z tego jeszcze większą satysfakcję niż ze zmuszenia Nari do włożenia spódnicy na kolację z jakimś popapranym znajomym ojca.
– No bo ten – zacisnął zęby, a świadomość, że biedaczek musi pokonać swoją dumę i poprosić mnie o coś była niesamowicie radosna. Co tu ukrywać, był w beznadziejnej sytuacji. Pomylił swoją dziewczynę ze mną, do tego dwa razy, nie potrafi mówić po koreańsku, jest głodny i znajduje się w jednym z największych center handlowych na świecie. Dobrze mu tak. Trzeba było się nie naśmiewać z mojego wzrostu. Może nawet mu to jedzenie kupię, skoro ta Everly go zabije. A jestem pewna, że zabije. Nie bez powodu skrzywił się, jak o tym wspomniałam. Ojej, tak mi przykro. I tak nikomu go nie szkoda.
– Miałeś się zadławić – mruknęłam niezadowolona.
– Bo ostre? – domyślił się frajer, a ja spiorunowałam go wzrokiem i przytaknęłam – często zamawiam ostre w chińskich restauracjach – wytłumaczył, a ja palnęłam go konkretnie przez łeb – No co?
– Tu jest Korea – powiedziałam cierpliwie, chociaż miałam ochotę wybić mu zęby. – Jak chcesz do Chin, to wystaw dupę. Chętnie cię tam dokopię.
– Zawsze tak okazujesz uczucia? – uniósł brwi, odwracając głowę na bok. – Twój chłopak musi mieć z tobą ciekawe życie.
– Bez urazy – odparłam wrednie, przechylając głowę na lewo – ale współczuję twojej Everly. Nie wyobrażam sobie życia z takim durniem.
– Nie jestem durniem! – oburzył się, prostując nagle. – Moje IQ wynosi 112!
– Słabo – zacmokałam, udając zatroskaną, a on przyłożył dłonie do piersi grając czyste oburzenie.
– Zraniłaś mnie na wskroś – oznajmił poważnie, a ja nie wytrzymałam i uśmiechnęłam się lekko. – Nikt nie wbił mi wcześniej takiego noża w serce – kontynuował swoją scenę, a ja miałam z niego coraz większy ubaw. – Po raz pierwszy zostałem odrzucony!
– Przyzwyczaj się – wykrztusiłam. – z taką twarzą może ci się to tutaj często zdarzać!
– Sama nie jesteś lepsza – burknął obrażony. – Żeby mnie tylko Everly nie wyciągnęła po ten błyszczyk, nie musiałbym tu być.
– Prezent dla Nari – mruknęłam zrezygnowana – Jasna cholera, zupełnie o nim zapomniałam!
– Kto to Nari? – zmarszczył brwi.
– Kto to Marshall? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie, przewracając oczami. – Muszę jej coś kupić, inaczej mnie zamorduje.
– Kup jej spluwę – oznajmił poważnie, po czym otworzył z hukiem puszkę i upił łyka.
– Ale ona już ma osiemnaście – jęknęłam zrezygnowana, a Hanes zakrztusił się napojem energetycznym i wypluł go na nieskazitelnie białe kafelki.
– Serio? – spytał z błyszczącymi oczami.
– No. Ostatnio kupiła sobie jeszcze karabin i teraz ma na oku czołg.
– Ja pierdolę – wymamrotał pod nosem. – Na co jej to wszystko?
– Przygotowuje się do zagłady ludzkości – uświadomiłam go.
– Że ktoś wam grozi? – zdziwił się.
– Nie – już powoli zaczynało brakować mi na niego cierpliwości – ona chce zamordować wszystkich ludzi na świecie. Ale poza tym jest przekochana.
– Kumplujesz się z psychopatką – stwierdził. – Dlaczego mnie to nie dziwi?
– A wpierdol chcesz?
***
Obie dziewczyny pałętały się po drogerii od dobrej godziny i jakoś nie wydawało się, jakby miały zaraz przestać. Sehun łaził bez przerwy za czarnowłosą, która była jedynym tłumaczem. Dziewczyna podobna do Hyo nazywała się Everly i szukała niejakiego Bastiena, który zapewne przebywał teraz z Ryu.
– Długo jeszcze? – mruknął niechętnie Sehun, co było dziwne, bo jak na gwiazdę koreańskiego popu jakoś nie wyglądał na wielkiego pasjonata zakupów.
– Daj spokój, Oh – odparła Rina, podając Everly któryś z kolei tusz do rzęs. – Zwykle sam mnie po tych sklepach ciągasz, a teraz co?
Hyo miała rację. Jak już raz coś powiesz, to musisz to wycofać. Tak więc wybacz panie Oh, ale cofam swoje poprzednie myśli. A może to tylko Hyo nie jest taką zakupoholiczką i woli siedzieć nad tymi swoimi programami rozrywkowymi?
Sehun prychnął tylko niechętnie i wciąż podążał za nimi. Zerknąłem na zegarek – minęły prawie trzy godziny odkąd wszyscy na siebie wpadli.
– Chodź tu, ty pierdoło! – dobiegł do mnie nagle znajomy głos po stronie wyjścia ze sklepu. Moim oczom przez moment ukazała się Hyo, która uderzyła jakiegoś innego chłopaka w żebra i poszła dalej, a domniemana pierdoła powlokła się za nią. Oboje zniknęli z mojego pola widzenia. Odwróciłem się do reszty, chcąc im to powiedzieć, ale okazało się, że jak to na idiotę przystało, stoję sam niedaleko wejścia, a reszta towarzystwa poszła dalej beze mnie.
– Pięknie – mruknąłem pod nosem i ruszyłem biegiem na poszukiwanie Sehuna, Riny i Everly. Potem zatrzymałem się po chwili, zastanawiając jednak, czy nie lepiej byłoby pobiec za Ryu i pierdołą, którą prawdopodobnie był Bastien, ale zrezygnowałem z tego.
***
– Rina – mruknąłem zrezygnowany, patrząc na obie dziewczyny, które gadały ze sobą po angielsku.
– To kasa, Sehun – odparła, przewracając oczami. – Zaraz, moment. A gdzie tamten chłopak? – zmarszczyła brwi, rozglądając się po drogerii – no nie, jego też zwiało.
Faktycznie, ślad po tym, który pomógł Rinie nas znaleźć, zaginął.
No pięknie. Kolejna osoba do szukania.
***
– Widziałem Everly – upierał się Bastien.
– Mam ci przypominać, ile razy brałeś mnie za twoją dziewczynę? – rzuciłam wkurzona, szukając tej cholernej drogerii, w której Hanes jakoby widział swoją Everly.
– Ale tym razem to naprawdę była ona! – rzucił zdesperowany.
Westchnęłam po raz kolejny, jednak po chwili do głowy wpadł mi pomysł.
– Nie było może z nią takiego chłopaka – spytałam po chwili, dłonią pokazując mniej więcej wzrost frajera. – brązowe włosy i oczy, szalik i zagubienie wypisane na twarzy?
– Chyba był – Bastien zmarszczył brwi, starając sobie cokolwiek przypomnieć.
– Dobra, gdzie ta drogeria? – zainteresowałam się. – Zabiję tego frajera. Wypierdolę mu kości ze stawów, podpalę czuprynę, zaduszę tym jego pieprzonym szalikiem...
– Czemu chcesz go zamordować? – przerwał Hanes. – Są inne metody okazywania miłości, wiesz?
– Wiem – prychnęłam. – Ale frajer się wkopał. No to teraz ma.
– Bogu dzięki, że Barbie nie jest aż tak mściwa – mruknął do siebie.
Piętnaście minut później...
Nigdy więcej nie posłucham Bastiena. Ani żadnego innego faceta.
– Everly! – krzyknął, jakby bardziej uradowany, a ona odwróciła się do niego. Cóż. Gdyby nie włosy tej samej długości i koloru, wcale nie byłyśmy podobne.
– Gdzie on? – mruknęłam do siebie, rozglądając się wokoło. Jaehyo nie było. Hanes mnie wjebał. – Yah, ty pierdoło! – warknęłam głośno, kopiąc go w kostkę. – Jaehyo tu nie ma.
– Ale był – zapewnił mnie.
– Był – przyznała drobna, czarnowłosa dziewczyna, którą kojarzyłam ze stłuczki. – Ale się zgubił.
– Ten to dopiero ma talent – wymamrotałam, po czym zwróciłam się do Everly po angielsku: – ty i ta pierdoła... jesteście razem, nie?
– No tak – przytaknęła, a z jej miny wywnioskowałam, że nie za bardzo wie o co mi chodzi.
– Długo? – spytałam.
– No dość – odparła podejrzliwie.
– Nie za bardzo po nim widać – wymamrotałam, a jej wzrok skierował się na Hanes'a, który próbował dogadać się z blondynem. – No cóż, dziewczyny, macie swoich – stwierdziłam – Ja idę na poszukiwanie frajera.
– Czekaj! – zatrzymała mnie Everly, wciąż pełna podejrzeń. – Jak to nie widać?
– Sama go spytaj – machnęłam dłonią. – Na razie!
***
Słysząc znajomy głos, nawołujący moje imię, odwróciłam się, ignorując Rinę, która mówiła coś o błyszczykach, przy których stałyśmy i zrobiłam kilka kroków, wychylając się zza regału.
– Everly! – usłyszałam drugi raz i odwróciłam się, przypominając sobie, że na samym początku tego zwariowanego dnia, byłam tu z Bastien’em, a nie z blondynem czy Riną. Wcale nie podobała mi się dziewczyna, którą miał u boku. Zlustrowałam ją wzrokiem, a kiedy kopnęła Bastien’a w kostkę, sama zacisnęłam swoje dłonie. Po pierwsze: tylko ja mogę dotykać jego ciała, gdziekolwiek i, po drugie: tylko ja mogę go bić. Co ona sobie wyobrażała do cholery?!
– Jaehyo tu nie ma – usłyszałam i myślami wróciłam do nich. Z ulgą stwierdziłam też, że Rina stoi zaraz obok mnie. Ją chociaż lubiłam…
– Ale był – Bastien spojrzał na nią.
– Był – Rina kiwnęła głową. – Ale się zgubił.
– Ten to dopiero ma talent – mruknęła, po czym spojrzała na mnie: – ty i ta pierdoła... jesteście razem, nie?
– No tak – przytaknęłam, zastanawiając się, po co pyta? To nie jej sprawa.
– Długo? – zapytała dociekliwie.
– No dość.
– Nie za bardzo po nim widać – stwierdziła, spoglądając na Bastien. – No cóż, dziewczyny, macie swoich. Ja idę na poszukiwanie frajera.
– Czekaj! – zatrzymałam ją. – Jak to nie widać?
– Sama go spytaj. Na razie!
Odsunęła się, odchodząc, a ja skrzywiłam się, patrząc za nią.
– Hanes – warknęłam, odwracając się do mojego dwumetrowego chłopaka, który zwracał na mnie właśnie swój zmęczony wzrok. – O czym mówiła ta dziewczyna?
– Jaka dziewczyna? – westchnął, rozglądając się ponad moją głową.
– Ta, z którą się szlajałeś, jak powinieneś mnie szukać! – warknęłam.
– Everly… Szukałem cię, okej? – położył dłonie na moich ramionach. – Zgubiłem się chyba z pięć razy, byłem głodny, nikogo tu nie znałem, a ona mi pomogła. To wszystko.
– W porządku, kochanie – uśmiechnęłam się słodko. Udawanie zawsze przychodziło mi gładko, więc podeszłam do niego, odciskając usta na jego ustach. – Kocham cię – zapewniłam go, a on odpowiedział mi tym samym. Kilkoma gestami pożegnaliśmy się z Riną i Sehun’em, kompletnie olałam to, czy pocieszycielka mojego faceta znalazła swój odpowiednik i w końcu skierowaliśmy się do wyjścia. Co też nie było łatwe, bo zatrzymywałam się kilka razy, dorzucając do koszyka nowe kosmetyki. Bastien płaci – jeśli myśli, że nabrał mnie na swoją ckliwą opowieść, oh, strasznie się myli. Będę się z nim kochać, aż się złamie, a potem uśmiechnę się słodko, a on znowu zabierze mnie na zakupy z poczucia winy, może tylko w innym kraju… Mniejsza o to.
– Bastien? – mruknęłam, trzymając jego rękę.
– Hm? – spojrzał na mnie zmęczony, aż prawie zrobiło mi się go żal.
– Widziałeś tamte buty na wystawie? – uśmiechnęłam się słodko, jak tylko umiałam. Hanes westchnął, zatrzymał się i zawrócił nas do sklepu, który przed chwilą mijaliśmy. Czas wprowadzić plan w życie.
***
– Błyszczyk – przeliterował chłopak, a ja zmarszczyłem brwi, intensywnie myśląc. O co im z tym chodzi? Najpierw ta Everly, a potem on. – G. L. O. S. S.
Wzruszyłem ramionami i spojrzałem na niego, jak na idiotę. W końcu ten dał sobie spokój i wrócił to swojej dziewczyny, która właśnie żegnała się z Riną. Pomachałem do niej dłonią i zaciągnąłem za sobą czarnowłosą.
– Rina – mruknąłem po chwili, bo to wciąż nie dawało mi spokoju – co to znaczy gloss?
– I tak nie zapamiętasz – stwierdziła od razu, idąc do wyjścia.
– A boobs? – zasugerowałem, jednak tym razem jej reakcja była inna: zapowietrzyła się.
– Kto cię uczył angielskiego? – spytała po chwili, odwracając się w moją stronę.
– Czankie – odparłem od razu.
– Nie słuchaj go więcej – powiedziała po prostu i nie odpowiadając na moje pytania, przeszła przez szklane drzwi prowadzące na zewnątrz a ja, chcąc czy nie chcąc, musiałem iść za nią, żeby się nie zgubiła. Jeszcze tego mi brakowało.
***
Szlajałam się dalej po centrum, zupełnie nie wiedząc, co z sobą zrobić. Myślałam o prezencie, o nienawistnym wzroku dziewczyny Hanes'a i o tym frajerze, który nie dość, że zgubił mnie (zapewne po to, żeby nie chodzić już po centrum, za co go zabiję), to jeszcze zgubił Rinę, Sehuna i tą całą Everly. A propos Everly... nie wyglądała na zadowoloną, jak kopnęłam durnia w kostkę. No cóż. Zastanawiam się, jak ona z nim żyje. Ciekawe, ile już wytrzymuje z tym frajerem.
– Hyo!
Bum. Pierwsze wołanie zignorowałam.
– Hyo!
A co mi tam, drugie też.
– Hyo, do kurwy nędzy! – wrzasnął w końcu Jaehyo, zatrzymując się obok, zdyszany.
– Jednak się nauczyłeś! – mruknęłam wesoło. – A teraz chodź.
– Gdzie chcesz iść? – spytał głupio.
– Szpital jest naprzeciw – wytłumaczyłam cierpliwie, starając się na niego nie rzucić. – A w szpitalu jest kostnica, czyli twoje przyszłe miejsce zamieszkania.
– Czekaj! – rzucił od razu, oburzony. – po drodze znalazłem przypadkiem... coś.
– To znaczy? – spytałam, chociaż absolutnie mnie to nie interesowało.
– Prezent dla Nari – wytłumaczył, a ja machnęłam tylko dłonią. – czekaj... co? Mówiłaś, że cie zabiję – mruknął pod nosem, zupełnie ignorując moje narzekanie. – A teraz raptem chcesz wracać do domu?
– Posłuchaj mnie – zaczęłam, wzdychając głośno. – Przez cały dzień szlajał się za mną facet, który moje groźby przywalenia mu skomentował tylko zdaniem 'musisz najpierw znaleźć schody', jakieś dziesięć razy pomylił mnie ze swoja dziewczyna, doprowadził do załamania nerwowego i niemożliwie wkurwił. W związku z tym, przez kolejne dwa lata nie postawię nogi w tym centrum handlowym i mam zamiar z niego wyjść natychmiast. Ty sobie zostań, jeśli chcesz. A Nari narysuje Changmina i mam wyjebane – dokończyłam.
– Jasna cholera – wymruczał w końcu, rozmasowując sobie kark. – Ja ciebie nigdy nie zrozumiem.
– Bastien – zatrzymałam go, kiedy już wychodziliśmy z centrum. Właściwie, kiedy on ciągnął mnie za rękę na parking, nie puszczając mnie ani na sekundę, żebyśmy znowu się nie zgubili.
***
– Bastien – zatrzymałam go, kiedy już wychodziliśmy z centrum. Właściwie, kiedy on ciągnął mnie za rękę na parking, nie puszczając mnie ani na sekundę, żebyśmy znowu się nie zgubili.
– Co?
– Ten koleś powiedział, że mam małe cycki – poskarżyłam się, na co Bastien stanął w miejscu.
– Myślisz, że wiedział, co mówi? Ci Koreańczycy mają nie po kolei w głowie – burknął i pociągnął mnie znowu za rękę.
– Ta... Ale mam małe?
–Proporcjonalne – stwierdził. – Wsiadaj, Everly, zabieram cię i twoje cycki do domu.
***
Wsiadłam do samochodu, z westchnieniem opadając na skórzane siedzenie. Spojrzałam na Sehuna, zagryzającego wargi i uporczywie o czymś myślącego. Pewnie nadal zastanawiał się nad znaczeniem jedynych dwóch słów, które znał po angielsku, a w dodatku poznał je od Chankiego. Nie wiem, jak ten chłopak może mu ufać w jakiejkolwiek sprawie... Mniejsza o to.
– Czemu się tak patrzysz? Tęskniłaś? – zapytał, na co prychnęłam, prawie spluwając na swoją nową bluzkę.
– Gdybym tylko miała za czym... – odpowiedziałam, celowo mierząc go wzrokiem. Sehun pokręcił głową, ale jego durnowaty uśmiech znowu zamajaczył na jego ustach. – Fajna ta Everly – stwierdziłam, odwracając się do tyłu. Zawsze patrzyłam jak Sehun wycofuje swoje auto, żeby potem szantażować go tym, jak marnym jest kierowcą. – Dziewczyna tamtego Jaehyo też wyglądała na całkiem sympatyczną, ale od razu się zmyła. Szkoda.
– Jaehyo twierdził, że to wiedźma – oznajmił, a ja pokiwałam głową. – Pewnie tylko żartobliwie. A Everly... Nie zrozumiałem ani jednego jej słowa, ale skoro tak mówisz... – wzruszył ramionami.
– Wiesz ze cały czas chodziło jej o twój błyszczyk?
– E? Serio? – pokiwałam głową w odpowiedzi na jego pytanie.
– Powiedziałam jej, że ślinisz usta, żebym nie musiała się wstydzić tego, że naprawdę go używasz...
– Dlaczego?
– Po prostu... Pomyślałam, że moglibyśmy przywieźć jej go do Ameryki... – zaproponowałam, zanim poleciałam do przodu, co spowodowane było gwałtownym wciśnięciem przez niego hamulca. – Jak kurwa jeździsz?! – wydarłam się, odciągając pas od szyi, na której zostawił szeroką, czerwoną pręgę. Sehun, niczym niewzruszony, wpatrywał się we mnie.
– Serio? Chcesz jechać do Ameryki? – wzruszyłam ramionami.
– A czemu nie? Mogłoby być zabawnie...
– Okej. To lecimy do Ameryki...
***
Czekaliśmy na odprawę, a ja odwracałem głowę, nie mogąc spojrzeć jej w oczy. Everly jednak uparcie wlepiała we mnie stalowe spojrzenie. Za każdym razem, gdy to robiła, miąłem ochotę zabić samego siebie. Przysięgam ze nic nie mówiąc, ona i tak wyciągała ze mnie wszystkie sekrety.
– Everly, muszę ci coś powiedzieć – zacząłem w końcu. Zrezygnowałem już z odwlekania tej chwili. Złapałem ja za ramiona i obróciłem tak, że stała przodem do mnie. – Tak jakby... pomyliłem cie z inna dziewczyną... dwa razy.
Przełknąłem ślinę, patrząc na nią uważnie. Czekałem na jej reakcje, ale one tylko odwróciła się, zarzucając włosami tak, ze dostałem w twarz.
– Zostajesz tutaj – rzuciła zza ramienia i przeszła przez odprawę. Powiedziała coś do strażnika a ten spojrzał na mnie z uwaga. – I dla twojej wiadomości, powiem wszystko Marshallowi.
Wzruszyła ramionami po czym odwróciła się i odeszła kręcąc biodrami. Hej... serio ma zamiar mnie tu zostawić?
***
– Jesteś zła?
Z ulgą pogodziłam się z faktem, że obok mnie nie siedział ten ogromny koleś, tylko Jaehyo. Który swoją drogą był nieco blady i jakby przestraszony.
– Nie, dlaczego? – zdziwiłam się.
– Jesteś dziwnie miła i spokojna – zaczął wyliczać. – Nie zabiłaś mnie, to cud. Nawet mnie nie ochrzaniłaś. – Wzruszyłam na to ramionami, na co Ahn gwałtownie zahamował.
– Odbiło ci? – warknęłam, kurczowo trzymając się siedzenia. – Ja ci zaraz prawo jazdy porwę, jak dalej będziesz tak manewrował, frajerze!
– Jednak wszystko z tobą w porządku – stwierdził, wypuszczając powietrze. – A już chciałem jechać do szpitala.
***
– Uff, nareszcie mamy wszystko – mruknęła Rogata, po raz ostatni przeglądając tekst i sprawdzając ostatnie błędy.
– Czemu oni tak hałasują? – zastanowiła się Koszmarek, kończąc trzecią już butelkę wody mineralnej – Jak wychodziłam po raz ostatni, chowali choinkę.
– CHOINKĘ? – wrzasnęła niespodziewanie Renfri, wstając gwałtownie od stołu – i mi nie powiedziałaś?
– Znaczy... to przecież twój dom – wymamrotała Night, nie rozumiejąc o co jej chodzi. – myślałam, że wiesz co robią.
– Jasna cholera – syknęła dziewczyna, wychodząc na korytarz – Ja chyba was zaraz zajeb...
Przerwała w pół słowa. W salonie padał śnieg.
Taohun, Lukai, V-Hope, Yunjae i wszystkie inne możliwe paringi grzecznie siedziały na podłodze, albo z owiniętym wokół szyi szalikiem, nosem Rudolfa albo wielkimi Rogami.
– Wszystkiego najlepszego z okazji świąt bożego...
– Co kurwa? – mruknęła Karolajn, wchodząc do domu. Wystarczyło popatrzeć na przygłupów, Renfri z dłonią przyklejoną do czoła i Koszmarka, która nie mogła się nadziwić.
– Najlepszego, kochanie – westchnęła zrezygnowana Rogata. – I dziękuję, że nareszcie przyszłaś, bo jeszcze chwila, a wszyscy leżeliby martwi.
***
I proszę. Co prawda zadzwoniłam do ciebie zaraz po północy, żeby złożyć ci życzenia, chociaż wiem, że nienawidzisz tego szajsu. Ale pamiętaj – dla mylości trzeba się poświęcać.
Chciałam ofiarować ci właśnie taki prezent. Jedyny w swoim rodzaju, jakiego jeszcze nikt ci nie dał. I chyba mi się udało.
Chciałam podziękować Koszmarkowi, bo to również jej zasługa. Bez niej chyba bym tego nie napisała.
Zostało ci już tylko parę godzin, więc ciesz się! Z nami, z Tahunem, z Hero przebranym za Renifera i wszystkimi innymi paringami.
Saranghae ♥
Reniferek.
Pierwotną wersją moich życzeń było "cokolwiek", ale pomyślałam, że zasługujesz na coś więcej, niż jedno słowo, tak więc, ekhm, zaczynam. Z całego mojego koszmarnego serca, życzę ci spełnienia wszystkich twoich marzeń, nawet tych małych i skrytych. Życzę ci upartości w dążeniu do wszystkich swoich celów i siły, żeby odeprzeć wszystkie przeszkody. Jesteś wspaniałą, młodą dziewczyną i mam nadzieję, że taka zostaniesz już na zawsze. Nie zmieniaj się, bo jesteś taka, jaka powinnaś być. Ucz się pięknie i osiągnij co tylko chcesz. Nie trać w tym siebie i nigdy nie wątp. Możesz być kim tylko zechcesz i powtarzałam ci to tysiące razy. Wszystkiego najlepszego, naprawdę.
Koszmarek.

Wow, naprawdę, nie spodziewałam się tego. Serio, to jest... WOW!
OdpowiedzUsuńTutaj jest wszystko razem, Rina, Everly, Hyo no i oczywiście ich gorsze połówki xd nie wpadłabym na takie spotkanie, gdzie przy okazji się pogubili xd Jesteście obie najlepsze, a mi zabrakło słów, bo to jest z pewnością najlepszy prezent jaki otrzymałam w całym swoim życiu. Dziekuję wam bardzo za cudowne 20 urodziny! <3 Dzięki wam przywitałam "ścia" z uśmiechem na ustach, z błyszczącymi oczami i przypływem nowej siły <3
Jesteście najlepsze! <3<3<3<3<3<3
DZIĘKUJĘ!